Już wiem jak wygląda OIOM. I to od środka :)
We wtorek wieczorem, po meczu koszykówki i małej kontuzji w głowę, źle się poczułem. Ból głowy, zawroty, mdłości, kłopoty z widzeniem... Hmm, to raczej nie grypa. Na wszelki wypadek pojechałem na ostry dyżur i tak mi się tam spodobało, że zostałem na dłużej. Trafiłem na Salę Obserwacyją by wykluczyć ostatecznie wstrząs mózgu.
Szybkie pobranie krwi (oczywiście mało co nie zemdlałem), welfron, pół litra kroplówki na kolację, ciepłe łóżko a obok sprzęt wielkości szafy pipczący w rytm mojego serca. Super! Noc (i połowę dnia) przespałem jak niemowle. W południe odwiedziła mnie moja kochana Moniczka i Rafał. Jakie były ich miny, gdy zobaczyli ten cały sprzęt! A mi zrobiło się bardzo miło, że ktoś pamięta i tęskni.
Po południu neurolog stwierdził, że to na pewno nie wstrząs mózgu. Ja też czułem się już lepiej. Z opatrunkiem na ręce (po welfronie) i elektrodami na klatce piersiowej (to do tej pipczącej maszyny) pojechałem do domu.
Uff, będę żył! W kosza już jednak nie zagram. Zawsze wolałem mniej kontaktowe sporty :)