Po tym jak mi padło Ubuntu - nie radził sobie z moją ekscentryczną kartą ATI x1600 i compizem - postanowiłem rozstać się z tą dystrybucją. Nie uważam się za ZeroUsera, małe co nieco musiałem pobroić w xconfig'u, ale po tych wszystkich bojach zapragnąłem dystrybucji właśnie takiej lamerskiej. Włączasz i wszystko działa, a jak nie działa, to klikasz 2 razy, potwierdzasz OK i jest. No i zacząłem szukać.
Na pierwszy ogień poszła Mandriva. Czemu? Chyba akurat chwalili się, że wyszło coś nowego (wersja oznaczona jako 2008, gdy w kalendarzu była jeszcze siódemka w roku), więc spróbowałem. Najpierw LiveCD, czyli Mandriva One. I pierwsze pozytywne zaskoczenie: działa od razu. Wykrył kartę, zainstalował efekty 3d (compiz) i nawet to jakoś wyglądało. Super! Format, install, use!
Nie powiem, Mandriva ma wiele rzeczy ładnie poukładanych. Przede wszystkim ogólno pojęte Zarządzanie (sprzęt, software, system info). Wszystko w jednym miejscu, opisane przystępnie i w całości po polsku. Miłe. Zwłaszcza jeśli porówna się to do Kubuntu, gdzie lokalizacji nie uświadczysz (tak dopracowanej), a zarządzanie to sobie szukaj i klikaj. Dziękuję postoję. Nie żebym nie znał angielskiego i nie umiał poklikać, ale chciałem mieć system, który pokażę żonie/teściowej i nie zrobi dużych oczy jak trzeba będzie np. drukarkę użyć.
Teraz coś odnośnie out-of-the-box, czyli co działa od razu. O grafice wspomniałem. Nawet touchpad ładnie działa ze scrollerem kiedy się ślizga po prawej stronie – tak jak lubię. Plus klawisze specjalne (ściemnianie/rozjaśnianie). O takich drobiazgach jak kodeki (filmy) czy głupi flash w Firefoksie nie wspomnę. W Ubuntu bez Ubuntu Guide takich rzeczy nie uświadczysz a w Mandriva to było już w pudełku. Instaluję i mam. Niby można to zrobić w 5 minut samemu, ale po co. Jak ktoś jest lama, albo frustrat jak ja, który po raz n-ty instaluje ten sam system, to mu się odechce linuxa już na dzień dobry. Duży plus dla Mandrivy.
Niestety moje testowanie/używanie Mandrivy skończyło się prawie tak samo szybko jak zaczęło. Po którymś starcie systemu system zaczął mi używać jakiegoś dziwnego sterownika do grafy. Objawy: żegnajcie efekty 3d, cała grafa chodzi jak żółw, a pomachanie myszką włącza wentylator w laptopie i top na czwórkę. A ponieważ postanowiłem się nie użerać z kolejnym systemem, po którejś tam próbie w magicznym Zarządzaniu, dałem sobie spokój. Wiem, są fora, konsola itp. Ale nie! Postanowiłem więcej czasu spędzać na zabawie z własnym dzieckiem niż z komputerem. Szukałem dalej.
Co znowu wybrać? Szybki rzut oka na distrowatch. Pierwsze miejsce PCLinuxOS. Że co? Nikt o tym nie słyszał, a tu nagle pierwsze miejsce... Zaczęli to masowo instalować w Chinach czy co? Chyba jednak sobie daruję. Drugie: Ubuntu. Nie to już przerabiałem. Trzecie: openSuse. Słyszałem, o Novell’u też. Moja ulubiona aplikacja (knetworkmanager) jest rozwijana właśnie przez tych Panów. Więc do dzieła.
Na początek poszedł zestaw standard: OpenSuse 10.3 w wersji LiveCD. Oczywiście z moim ulubionym KDE na pokładzie. I tutaj mały zonk już na początku. Karta nie wykryta – używa jakiś standardowych sterów do grafy. Niedobrze, Mandriva potrafiła to na dzień dobry. Reszta mnie już nie interesowała. Zainstalować się nie zdecydowałem. Przynajmniej na razie. Zdechła Mandriva dalej zalega na patrycji i prosi chociaż o reinstall, ale wolę dać szansę innym. W najbliższym czasie zainstaluję openSuse. Dociągnę tylko instalkę DVD, żeby potem sieci nie zarzynać byle pierdołą. Ma być out-of-the-box, to będzie.
Cdn :)
Komentarze