W końcu pożegnałem się z Orange. Ponieważ jestem przywiązany do numeru, przeniosłem go do Play'a zamiast kupować nowy numer. Aha, no i teraz nie mam abonamentu tylko kartę. W sumie to raczej rozsądne, jeśli np. przez ostatni tydzień telefon służył głównie jako budzik.
Ogólne wnioski: mały burdel w Play'u i nachalny "wróć-do-mnie" Orange. Bałagan w Play to literówka w adresie (i trochę długie prostowanie tego w kolejnym salonie) oraz kiepska informacja dotycząca terminów rozwiązania umowy. Ja chciałem wcześniej, Play radził później co mi było nie na rękę. W końcu po kilku konsultacjach z Orangem, udało się to chociaż rozpocząć wcześniej. Ogólnie panie i panowie z Playa robili co mogli i to im zaliczam na plus. Ale sam kiedyś sprzedawałem telefony i czasami ich niewiedza mnie dobijała. Aż cisnęło mi się na usta, żeby im coś powiedzieć. Więc to na minus.
Orange przy każdej możliwej okazji próbował mnie zatrzymać: SMSy, konsultanci, telefony. Nie wiem właściwie czemu. Czy klient, który płaci co miesiąc 50zł to już ten z górnej półki? Ogólnie oferta Orange jest do bani (przynajmniej jeśli chodzi o mój profil nie-dzwonienia i rozmawiania głównie poza ich sieć). Dlatego też wybór padł na Play.
Sama migracja numeru: zaskakująco szybko. Spodziewałem się nawet kilku dni "przerwy technicznej", a okazało się, że wszystko załatwione zostało w jeden dzień. Rano w pracy stwierdziłem, że stary numer nie działa, a wieczorem działała już karta Playa ze starym numerem. Być może synchronizacja była lepsza, ale zapomniałem wziąć do pracy karty Playa, dlatego mogłem sprawdzić dopiero wieczorem. Mam nadzieję, że taka szybka migracja to teraz standard.
Po migracji dalej działają mi powiadomienia z Google Calendar, na czym bardzo mi zależało. Jeszcze miesiąc temu był z tym problem - powiadomienia działały tylko dla numerów stricte playowych. Zmigrowane nie działały.
Jak na razie nie zauważyłem jakichkolwiek niedogodności.
Wnioski: polecam :)

