Jak pewnie wszyscy wiedzą, w ten weekend zmieniamy czas na letni. W niedziele w nocy przesuwamy zegarki z 2:00 na 3:00, więc śpimy godzinę krócej... a ja będę musiał przez to przechodzić już drugi raz w ciągu tygodnia. Coś mi się pomyliło i przestawiałem zegarki już w zeszłą niedzielę.
Wszystko przez to, że używam w swoim kalendarzu Google publicznego kalendarza "Święta". Jest on całkiem dobrą skarbnicą wszystkich świąt, mniej lub bardziej ważnych. Niestety zawiera on błąd dotyczący dnia, w którym zmieniamy czas ne letni. Według niego jest to 22. zamiast 29. marca. Niestety zaufałem wujkowi Googlowi i w zrobiłem mały falstart.
W zeszłą niedzielę z wielkim zapałem poprzestawiałem wszystkie zegarki. Jednak coś przez cały dzień nie dawało mi spokoju. Rano nie obejrzałem z Amelką porannej bajki (bo było za późno). Potem z niecierpliwością czekaliśmy na "spóźnionych" rodziców (teraz wiem, że przyjechali dokładnie na czas). Wieczorem Amelka z nowu nie obejrzała bajki, bo o godzinie "19" jedynka nadawała coś zupełnie innego. Poszła więc spać po "Jaka to melodia" i w sumie nie było źle. Dopiero koło "22" Monika nie mogąc się doczekać swojego serialu ("Co się dzieje dzisiaj z tym programem! Wszystko poprzestawiane!") poprosiła mnie o sprawdzenie, kiedy powinna być zmiana czasu. Szybko okazało się, że zrobiłem klasyczny falstart i poprzestawiałem zegarki z powrotem.
Ten falstart miał jednak kilka zalet:
- Amelka nie oglądała w ogóle bajek - telewizor ze względu na "niespodziewane" zmiany w programie miał w tym dniu wolne
- dzieciaki poszły spać już o 18 (normalnego czasu). O dziwo bez większych oporów
- w ten wieczór mieliśmy baaardzo dużo czasu dla siebie
- Amelka już jest całkowicie przestawiona na czas letni. Wstaje przed 7 rano czasu letniego - czyli przed 6 czasu zimowego. Ja oczywiście też, bo na jej truizmy ("Nie śpij! Już dzień") nie wymyśliłem dobrej wymówki





